Kiedyś zapewne go ulepszę...
Nie był zły. Mogłabym powiedzieć o nim wszystko, ale nie to, że był złym człowiekiem. Może trochę pogmatwanym. Potrafił doprowadzić mnie do łez jednym słowem, potrafił wrzeszczeć i rozbijać butelki po whisky o podłogę, potrafił ranić jak nikt inny, bo sam był zraniony. Ale mnie kochał, nie mówił tego często, jednak okazywał jak tylko mógł. Wreszcie pokochał mnie na tyle mocno, by zapomnieć jak bardzo nienawidzi samego siebie i ludzi dookoła. Różniliśmy się na wskroś, niemal pod każdym względem. On był złym chłopcem, ja byłam grzeczną dziewczynką, ale tylko pozornie. Kiedy zostawaliśmy sami, w zaciszu Pokreślonego Domu, w małym miasteczku Crow Cove, gdzieś na końcu świata nie byliśmy już Aspen Barymoore i Luke'iem Harrisem - nieśmiałą córką konserwatorki sztuki, która przyjechała ze Stanów oraz niepoprawnym popaprańcem z plotek rdzennych mieszkańców brytyjskiej zatoki. Stawaliśmy się dwójką zwyczajnych ludzi, którzy potrzebowali choć odrobiny zrozumienia.
I choć takich historii jest wszędzie na pęczki, moja będzie inna, bo jest moja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz